SŁOWIŃCY (KASZ. SŁOWIŃCË) LUB KASZUBI NADŁEBSCY – grupa etnograficzna – odłam ludności kaszubskiej tereny nad jeziorami Gardno i Łebsko oraz rzekami Łebą, Pustynką i Łupawą (pn.-zach. część województwa pomorskiego). Nazwa „Słowińcy” po raz pierwszy została w stosunku do tej społeczności użyta w dziele z 1862 r. Resztki Słowian na południowym wybrzeżu Morza Bałtyckiego autorstwa A. Hilferdinga, który zawarł w nim spostrzeżenia natury etnograficznej: opis charakteru, zwyczajów, obrzędów, strojów i gospodarki. Obok nazwy Słowińcy często używana jest nazwa Kaszubi Nadłebscy wprowadzona przez Franza Tetznera.
Słowińcy w większości byli wyznania luterańskiego. Posługiwali się dialektem (etnolektem) słowińskim, wchodzącą w skład dialektu północnokaszubskiego języka kaszubskiego. Od XVIII wieku ulegali naciskom germanizacyjnym, np. stopniowo w kolejnych wsiach wprowadzano nakaz prowadzenia nabożeństw w języku niemieckim. W 1945 roku liczebność Słowińców szacowano na ok. 2000 osób, głównie we wsiach: Kluki, Izbica, Główczyce, Smołdzino, Gardna Wielka i Mała, Wicko, Rowy, Cecenowo, Żarnowska, Charbrowo, Czysta, Siecie, Równo, Pobłocie.
IDENTYFIKACJA
Słowińcy sami siebie nazywali „Kaszubami”, a obowiązujące do dziś miano zyskali za sprawą rosyjskiego etnografa Aleksandra Hilfedringa. Ponieważ większość z nich była wyznania luterańskiego, od XVIII wieku prowadzony był silny nacisk germanizacyjny. Zaliczał się do niego m.in. obowiązek prowadzenia nabożeństw w języku niemieckim. Pomimo że nawet Niemcy nazywali ich „Kaszubami nadłebskimi”, posługujący się językiem niemieckim Słowińcy, zostali po roku 1945 potraktowani jako Niemcy. Zostali wysiedlani w kilku etapach. Większość Słowińców wyjechała do Niemiec, kilkadziesiąt osób pozostało w Klukach, jednak i tu nie byli mile widziani. Ostatni przedstawiciele tej grupy etnicznej wyjechali z Polski w latach 70. XX wieku.
Obecnie pamięć o życiu i obyczajach Słowińców przechowuje Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach. Odnowiono, a częściowo zrekonstruowano ich domy, w których wyeksponowano pozostałe pozostałe przedmioty. Ostatni Słowińcy odwzajemniali się przyjeżdżając do Kluk na specjalne zjazdy. Jedni przyznawali, że czują się Niemcami, inni że Polakami, ale wszyscy podkreślali, że są przede wszystkim właśnie Słowińcami.
DIALEKT SŁOWIŃSKI
Słowińcy należeli ongiś do wielkiej wspólnoty językowej Pomorzan, którą tworzyli również zamieszkali w Prusach Zachodnich Kaszubi oraz sięgający od Zatoki Szczecińskiej po Meklemburgię Wieleci. Swój kraj nazywali „Pomorsko”, a mówili „po kaszubsku” (nie słowińsku). Bo też pierwotnie Przedpomorze (Vorpommern) i Pomorze Zachodnie nosiło nazwę Kaszubii („Cassubia”), zaś dopiero w XV/XVI wieku pojęcie Kaszub przylgnęło do północnych terenów dzisiejszego Pomorza Wschodniego. Był to czas kolonizacji, kiedy krzyżackie państwo pruskie ściągało osadników zarówno z krajów niemieckich, jak i słowiańskich, m.in. Kaszubów z Pomorza. Właściwy kraj Słowińców, czyli Pomorze Środkowe (Hinterpommern) było chrystianizowane już w XIII wieku przez biskupa Ottona z Bambergu. Od czasu śmierci ostatniego księcia pomorskiego, Bogusława XIV (1580–1637) panowali tu Szwedzi. W 1648 r. (pokój westfalski) kraina została przejęta przez Brandenburgię.
Mową ludności słowińskiej i kaszubskiej zainteresował się jako pierwszy rosyjski slawista Aleksander Hilferding, który w 1857 r. wydal w Petersburgu książkę Resztki Słowian na południowym wybrzeżu Morza Bałtyckiego. Hilferding zanotował wypowiedz starszej wiekiem Słowinki z Gardny: „Mój chłop nie rozumeje nic po słowensku, a ja roda gadają po słowinsku, a nie mom nikogo; moje dzece nie umieją nic po słowinsku”. Tak było już w latach 50. XIX wieku. Z kolei działacz i społecznik kaszubski Florian Ceynowa, głoszący odrębność etniczną swoich krajan, opublikował słownik kaszubsko-słowiński Skorb kaszebsko-słowjnskje mowe z lat 1866–68. Do szczególnie cennych należą prace językoznawcze niemieckiego etnologa Friedricha Lorentza (1870–1937). Wszyscy ci badacze języka i kultury słowińsko-kaszubskiej zwracali uwagę na fakt zanikania tej narodowości.
WIARA
Skutkiem reformacji w XVI stuleciu cała ludność Pomorza przyjęła wiarę luterańską; w dialekcie słowińskim miejscowi pastorzy odprawiali kazania. Jednak ekspansja języka niemieckiego powodowała, zwłaszcza w XVIII/XIX wieku, kurczenie zasięgu dialektu słowińskiego na terenie polskich parafii. Ostatnie kazania słowińskie i kaszubskie miały miejsce w XIX wieku, m.in. w Smołdzinie (1832), Gardnie (1845), Łebie (1850) Charbrowie (1871), Cecenowie (1876), Główczycach (1886). Na kartach ksiąg religijnych przetrwał język, jakim posługiwali się w kościołach Słowińcy (np. Duchowne piesnie D. Marcina Luthera y ynszich naboznich mężów Szymon Krofeya z 1586 r.). Tekst modlitwy „Ojcze Nasz” zapisany po słowińsku w 1896 r. brzmiał następująco:
„Wojcze nasz, ktory jes Niebie, swianceno bondzie Imio twöji, przijdze krolejstwö – stani se two wolo, chleb nasz dej nam dzis, wopuszczaj nam nasze winie ako me wopuszczome nasze winowacy. Nie wodza nas na pokuszenie, la nas wabawnij wote zlewo. Won twoj jest to krolejstwö esz na wieki wiczniej. Omenka.”
PRACA
Nieurodzajne gleby i bogate w ryby jezioro Łebsko spowodowały, że mężczyźni głównie zajmowali się rybactwem. Hodowano też krowy, kury i owce, uprawiano najczęściej owies, ziemniaki i buraki. Zwyczajem charakterystycznym dla Słowińców od II poł. XIX w. było wydobywanie torfu i produkcja torfowych „brykietów” na opał. Była to trudna, obciążająca fizycznie praca, wymagająca zaangażowania wszystkich członków wspólnoty. Na łąkach torfowych spotykali się krewni i sąsiedzi, mężczyźni oraz kobiety, swoje rolę miały nawet dzieci – rozwoziły kostki torfu taczkami, układając je w stosy do wyschnięcia. Po wspólnej pracy następowało świętowanie, kiedy to, nierzadko przy dźwiękach akordeonu, zasiadano do wyjątkowo obfitego posiłku, którego bardzo ważnym elementem była jajecznica. Początkowo jadano na płótnie rozpostartym na ziemi, bezpośrednio przy odkrywkach, w późniejszym czasie zapraszano się nawzajem do domów. Ten, dla którego danego dnia kopano torf, miał obowiązek ugościć pozostałych. Tak powstała tradycja tzw. „Czarnego Wesela”.
ZWYCZAJE
Każdemu, kto był częścią wspólnoty, należała się pomoc. Dotyczyło to też osób wiekowych, utrzymywanych przez najstarszego syna dziedziczącego gospodarstwo. Był to tak zwany „wycug”. Wobec wdów oraz sierot po zmarłych rybakach funkcje pomocowe pełniły organizacje rybackie – maszoperie. Członkowie społeczności umacniali istniejące między nimi więzi przy pracach gospodarczych. Pomagano sobie przy okazji sianokosów, żniw, młócenia zboża, smołowania łodzi lub przy jesiennym zwyczaju bicia gęsi. W razie nagłej potrzeby ogłaszano „tłokę”, czyli sąsiedzką pomoc na przykład podczas zabezpieczenia siana przed deszczem i wiatrami, przede wszystkim nocą. Tradycją był obfity poczęstunek dla wszystkich pracujących. Od lat 70. XIX we wsi Kluki istniała karczma, wieś posiadała też własną ośmioosobową kapelę i chór.
UROCZYSTOŚCI I OBRZĘDY RELIGIJNE
W słowińskiej wspólnocie charakterystycznym obrzędem było zapraszanie na uroczystości: śluby, chrzciny, pogrzeby, w których uczestniczyli prawie wszyscy członkowie społeczności. Zapraszającymi na wesela byli wybrani przez nowożeńców starości (zwani „Starymi”), ubrani w czarne stroje oraz wyposażeni w „klukę” – czerwoną laskę z kolorowymi wstążkami. Pieszo lub konno, odwiedzali kolejne domy i deklamowali ich mieszkańcom wierszowane, często dowcipne zaproszenia. Podobny zwyczaj chodzenia po wsi i zapraszania obowiązywał przed chrzcinami. Tu „Starymi” byli chłopcy w wieku ok. 8-9 lat. Zwyczaj zapraszania był także obecny na okoliczność pogrzebów – i tu również występował posłaniec z „kluką” wygłaszający stosowną formułkę. W czasie Bożego Narodzenia grupa młodych mężczyzn w pochodzie przebierańców pod postaciami Siwka, Bociana, Niedźwiedzia i Świętego Mikołaja z muzykantami, chodziła od domu do domu, odgrywała scenki i robiła psikusy, zbierając do wspólnego kosza datki.
MIEJSCOWOŚCI ZAMIESZKIWANE PRZEZ SŁOWIŃCÓW
CECENOWO
Wieś położona w gminie Główczyce, wzmiankowana w źródłach historycznych 1229 r. (należała do klasztoru norbertanek z Żukowa. W 1560 r. kupiona została przez Ewalda von Massowa. W 1777 r. majątek został sprzedany Moritzowi von Wejher z Janowic za 30 tys. talarów. Pod koniec XVIII w. majątek przeszedł w ręce Caspra Wilhelma von Zitzewitz. Dobra cecenowskie pozostawały w rękach Zitzewitzów do 1945 r. W latach 1812–1824 Casper Wilhelm von Zitzewitz zbudował w Cecenowie dwór. Rozbudowany w latach 1864–1889 obiekt przyjął formę pałacu. Budowla składała się z trzech części, z piękną wieżą pośrodku. Z dawnego wyposażenia pałacu wewnątrz zachowała się belka datowana na 1687 r., kartusz herbowy Zitzewitzów nad wejściem do starszej części pałacu, piece kaflowe zwieńczone dekoracją rzeźbiarską, oryginalna stolarka drzwiowa i drewniana klatka schodowa w starszej części obiektu. W otoczeniu pałacu zachował się park z licznymi przykładami drzew pomnikowych – tulipanowców, jesionów, buków i klonów. W bliskim sąsiedztwie pałacu znajdują się XVIII- i XIX-wieczne zabudowania folwarczne.
Kościół w Cecenowie powstał w latach 1867–1868 w miejscu dawnego kościoła szachulcowego. Zbudowany z cegieł, na fundamencie z ciosów granitowych, nakryty dwuspadowym dachem. Wieżę kościoła wieńczy ośmioboczny blaszany hełm kryty blachą. Kościół jest budowlą jednonawową, z prezbiterium i 2 przybudówkami. Większość wyposażenia fundowana była przez członków rodu von Zitzewitz, m.in. organy z 1875 r., z napisem B. Grüneberg, Stettin i dzwony żeliwne z 1923 r. Chrzcielnica z 1870 r. ufundowana została przez Otto von Krockowa na pamiątkę powrotu z wojny. Z dawnego, szachulcowego kościoła zachował się mosiężny żyrandol fundacji Hansa Höfta i Anny Zülzken oraz obraz przedstawiający pastora Lorka, autora opisu miejscowej ludności i jej stroju z XIX w. W prezbiterium znajdują się witraże z motywami religijnymi i herbami rodowymi właścicieli. Ostatnie nabożeństwo w języku kaszubskim, odprawiono w roku 1876. Na pobliskim cmentarzu znajduje się kaplica z 1860 r. oraz kilka starych nagrobków. Obecnie kościół katolicki pw. NMP.
GARDNA WIELKA
Gardna Wielka powstała z połączenia trzech wsi: Małej Gardny, Wielkiej Gardny i Keirs. Tu w latach 50. XIX w. prowadził badania nad miejscową ludnością rosyjski etnograf Aleksander Hiferding. Kościół w Gardnie powstał w roku 1852 (wieża kościelna z 1860 r.). Zachowały się w nim resztki murów średniowiecznych. We wnętrzu znajdują się: dzwon odlany w 1764 r, przez Jana Meyera, granitowa chrzcielnica z XIII/XIV w., obrazy – m.in. P. Hintza „Chrystus Ukrzyżowany” z 1933 r. oraz witraże z 1920 r., poświęcone niemieckim żołnierzom poległym w czasie I wojny światowej. Do 1845 r. odbywały się w gardneńskiej świątyni nabożeństwa języku kaszubskim.
GĄBINO
Gąbino to wieś położona na Wybrzeżu Słowińskim, nad Brodną (wpływa do jeziora Gardno). Nazwa wsi pochodzi od nazwy osobowej Gęba. Najstarszy zapis nazwy, Gambin, odnotowany został w 1493 r. Jest jedną z nielicznych wsi pomorskich znajdujących się przez pięć wieków w rękach jednego rodu. Od 1403 r. do 1945 r. dobra należały do rodziny von Bandemer. Jednym z piękniejszych zabytkowych obiektów w Gąbinie jest filialny kościół, wzniesiony w latach 1913–1914 w stylu neogotyckim, z cegły, na fundamentach kamiennych. Od strony zachodniej do świątyni przylega wieża z ośmiobocznym hełmem krytym łupkiem kamiennym. Jest to kościół jednonawowy z emporą od strony zachodniej. Wyposażenie pochodzi z okresu budowy kościoła. Jedynym starszym obiektem jest krucyfiks z II poł. XVIII w. Okna świątyni zdobią witraże ufundowane w 1914 r. przez Ernę von Bandemer z domu von Kleist. Świątynia obecnie katolicka.
IZBICA
Pierwsza wzmianka o wsi pojawia się w XVI w. Używano wówczas nazwy Gisbitze, Jesebitz, Gjesebiz, Jizbjicy (po słowińsku). Luterańska wspólnota kościelna początkowo należała do parafii Główczyce, a w 1912 r. utworzono tu niezależną parafię. Nabożeństwa odbywały się w szkolnej klasie, a obok wiejskiej szkoły w roku 1904 zbudowano dzwonnicę. Nowa, niezależna wspólnota w Izbicy powstała podczas kadencji pastora Sprondela. W 1930 r. powstał kościół wg projektu architekta Buchholza. Budynek zaprojektowano w stylu neogotyckim, chociaż już wówczas panował modernizm. W górnej partii wieży zastosowano konstrukcję szachulcową. Wnętrze świątyni zdobiły sceny z Pisma Świętego Adoracja Dzieciątka Jezus oraz Jezus ucisza sztorm, na których uwiecznieni zostali mieszkańcy okolic jeziora Łebsko – słowińscy rybacy, którzy pozowali malarzowi Geschwindowi. Izbica była wsią, w której bardzo długo utrzymała się mowa słowińska. Etnograf Alfons Parczewski, który badał tereny słowińskie w roku 1880 i 1885 stwierdził, że w tym czasie w Izbicy mowa słowińska była jeszcze powszechna, a wśród starszych osób były i takie które języka niemieckiego nie znały wcale.
KLUKI
Wieś Kluki (pierwotna nazwa Kleki) powstała prawdopodobnie w końcu XVII w. Osada powstała na suchych wyniesieniach terenu, ponad obszarami niższymi, o strukturze torfowej, przesyconymi wilgocią, niezdatnymi do budowania drewnianych siedlisk. Legenda o powstaniu wsi, opowiada o siedmiu chatach zbudowanych przez siedmiu synów Kleki, który wcześniej przybył tu „od jeziora” wraz z Grzanałtą i jego córką. Mówi o siedmiu chatach zwanych Klukami, z których sześć zamieszkanych jest przez Kleków, a jedna przez braci Warnochów.
W 1870 r. Kluki stały się samodzielną gminą. W końcu XIX w. mieszkało tutaj 550 mieszkańców w 40 domach (domy najczęściej były dwurodzinne, a często trzy- i czterorodzinne). Do początku XX wieku badacze dawali obraz Kluk jako wsi odciętej od świata, ubogiej, zamieszkanej przez Słowińców, dla których całym światem jest jezioro – to ono daje pożywienie, zarobek: na jego brzegu rośnie trzcina do pokrycia dachu domu, a na dnie zalega muł użyźniający pola. Oprócz rybołówstwa klukowianie zajmowali się rolnictwem, w którym – z powodu niewielkiej dostępności ziemi uprawnej – dominowała hodowla. W wieku XX wieś rozrosła się i wzbogaciła, a gospodarka zmieniła się na rolniczo-rybacką. W Klukach znajdowało się 117 gospodarstw rolnych (połowa ponad 5 ha). We wsi mieszkało 32 rybaków zajmujących się wyłącznie łowieniem. Natomiast duża część wsi łączyła rybołówstwo z rolnictwem a także z innymi formami zarobkowania. Kluki lat 30. i 40. XX w. to duża, licząca 660 mieszkańców wieś, w której, oprócz dawnych szachulcowych, stało już także kilkanaście murowanych domów oraz szkoła, sklepy, gospoda. Wieś była zelektryfikowana. We wsi działał chór, Związek Strzelecki, drużyna piłki nożnej.
Klukowianie, tak jak pozostali Słowińcy byli luteranami. We wsi nie było świątyni, ludzie modlili się we własnych domach w najbliższym gronie lub, w okresie późniejszym, gromadzili się w izbie jednego z mieszkańców. do kościoła w Smołdzinie, oddalonego o 11 km, uczęszczali rzadko. Do celów religijnych w izbie ustawiano charakterystyczny stolik – „Luthertisch”, na którym kładziono Biblię. Powyżej na ścianie zawieszano obraz o tematyce sakralnej – była to forma „świętego kąta”, czyli udomowionej przestrzeni sacrum. Osobą odpowiedzialną za inicjowanie rodzinnych modlitw oraz śpiewanie pieśni był najstarszy mężczyzna. Biblie, przekazywane z pokolenia na pokolenie, pełniły nierzadko rolę swoistych kronik rodzinnych – zapisywano w nich ważne daty i wydarzenia.
Budownictwo w Klukach
Osiedlano się tam, gdzie było stosunkowo sucho oraz wysoko, a więc także i bezpiecznie – osada miała charakter rozproszony. Słowińskie chaty budowane były w drewnianej konstrukcji szkieletowej wypełnianej strychulcem, czyli gliną z dodatkiem sieczki, narzucaną na zaplecione ściśle wokół żerdek warkocze z siana – budynki takie zwano szachulcowymi. Taki typ konstruowania wiązał się z oszczędzaniem drewna budowlanego. Budowa domu była działaniem wspólnotowym. Nieopodal – w Klukach Smołdzińskich, gdzie teren był stosunkowo suchy, od lat 20. XX w. budowano już ceglane domy. Stawiano nierzadko dwojaki oraz czworaki – dla rozrastającej się najbliższej rodziny, jak też ze względu na współpracę rybaków używających tych samych łodzi i sieci.
SMOŁDZINO
Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1281 rok, kiedy to książę pomorski Mściwoj II darował Smołdzino zakonowi Norbertanek. Wówczas wieś należała do słupskich dominikanów. W 1291 r. książę Bogusław IV przekazał wieś pod jurysdykcję klasztorowi cystersów w Oliwie. W latach 1329–1341 wieś należała do zakonu krzyżackiego. W 1622 roku ziemia smołdzińska powróciła do rodu Gryfitów. Ich ostatnia przedstawicielka, księżna Anna de Croy (siostra Bogusława XIV) spędziła tu ostatnie swoje lata. Po jej śmierci Smołdzino przechodzi w ręce Brandenburgii, a potem Prus. Od poł. XVII w., do roku 1945 smołdziński majątek należał do pruskiej rodziny królewskiej. W 1784 r. we wsi był folwark, kaznodzieja, zakrystian, leśniczy, kowal i 22 chłopów. Było w niej 71 domów. W 1871 r. we wsi było 175 budynków mieszkalnych, 20 folwarków, 268 gospodarstw i żyło tu 1337 mieszkańców, w tym 1 obcokrajowiec i 25 Żydów. W 1886 w Smołdzinie odbyło się ostatnie nabożeństwo w języku kaszubskim.
Na przełomie XIV i XV w. wybudowano na szczycie wzgórza kaplicę pw. św. Mikołaja, która pełniła również rolę znaku nawigacyjnego. Po 1534 r. kaplica została zburzona i dopiero w 1581 r. właściciel majątku von Tessen zbudował w jej miejsce filialny kościół przynależący do parafii w Gardnie Wielkiej. W XVII w. właścicielka wsi, księżna Anna de Croy postanowiła wyburzyć skromny kościół, a na jego miejscu wznieść okazałą świątynię, której budowę ukończono w 1632 r. Była to samodzielna parafia luterańska. Pierwszym smołdzińskim pastorem był Johannes Blascenius z Gardny, który przetłumaczył luterańskie homilie na język kaszubski. Pastorem nowo wybudowanego kościoła został Michael Brüggemann – Michał Mostnik, który przygotował do druku na język kaszubski Mały Catechism D. Marcina Luthera, niemiecko-wandalski abo słowięski…, pieśni kościelne i mowy pogrzebowe. Jednym z ostatnich pastorów tej parafii był Fritz Sander, który przed objęciem stanowiska pastora w Smołdzinie przebywał na misji w Keetmanshop leżącej w dawnej kolonii niemieckiej (Niemiecka Afryka Południowo-Zachodnia, obecnie Nambia). Funkcję pastora objął 01.12.1933 r. i pełnił ją do 1937 r., tj. do czasu ponownego wyjazdu na misję do Gwatemali. W 1940 r. w skład parafii wchodziło 8 miejscowości: Holzkathen (Smołdziński Las), Klucken (Kluki), Schlochow (Człuchy), Selesen (Żelazo), Vietkow (Witkowo), Virchenzin (Wierchocino), Zietzen (Siecie) i część Klein Rowe (Rówek). Liczyła 4625 parafian. Wszyscy mieszkańcy Smołdzina byli wyznania ewangelickiego. Parafia należała do okręgu kościelnego Stolp Altstadt (Słupsk Stare Miasto). Ostatnim ewangelickim duchownym był pastor Ernst Fürstenberg (1938-1945).
Historia smołdzińskiego proboszcza H. Edelbütela
Od 1832 do 1834 r. smołdzińska parafia nie miała proboszcza. Z. Szultka pisze:
„Władze państwowe nie chciały dopuścić do jej zajęcia przez pastora, który znałby język polski. W 1832 r. zdecydowały się na H.F. Edelbüttela, zdemobilizowanego ochotnika wojennego, człowieka bardzo energicznego i niesympatycznego. Przy jego pomocy władze rejencyjne w Koszalinie chciały poskromić miejscowych Kaszubów […] W jego akcie powołania na proboszcza podkreśliły, że mają do niego zaufanie, iż także bez znajomości języka polskiego, właściwie potrzebnego, zdobędzie (on) miłość i zaufanie gminy. Parafianie smołdzińscy zaprotestowali przeciwko jego nominacji. […] Pastor Edelbüttel swój pierwszy kontakt z parafianami przedstawił następująco: Skończywszy kazanie niemieckie, chciałem wyjść po ostatniej pieśni. Wtedy zadzwoniono powtórnie i zauważyłem, że wiele ludzi siedziało spokojnie w ławkach: chcą polskiego kazania. Kazałem mu (zakrystianowi) powiedzieć, że kazanie wygłoszę, kiedy regencja nakaże, nie wcześniej. Zaledwie przyszedłem do domu, gdy gromada mężczyzn i kobiet wtargnęła do mnie (na plebanię ) i zaczęła po kaszubsku krzyczeć. Powiedziałem im spokojnie to samo, com wcześniej kazał powiedzieć kantorowi, zapytałem kilku o nazwiska; powiedziałem, że jeśli się nie uspokoją natychmiast poślę po rentmistrza. Plując i wrzeszcząc zaraz odeszli. Ale jeszcze tego samego dnia wysłali przedstawiciela do pana superintendenta, który miał tę słabość napisać mi, żebym zrobił co chcą, byle tylko zapanował spokój. Na przyszłą niedzielę pod koniec niemieckiego kazania ogłosiłem, jakie polecenie otrzymałem z regencji odnośnie do kaszubszczyzny oraz, że superintendent ani nikt inny nie mają prawa mi rozkazywać. Jeśli jednak gmina kaszubska okaże miłość, to ja również odpłacę miłością i może już na Boże Narodzenie wygłoszę polskie kazanie. Wtedy pojechałem do Główczyc, aby od kościelnego nauczyć się wymowy polszczyzny według tutejszego dialektu i aby pożyczyć sobie polskie kazanie od Pana pastora Kiisella. …Więc w pierwsze święto Bożego Narodzenia przeczytałem ewangelię po kaszubsku, a na Nowy Rok przeczytałem polskie kazanie, z czego starzy byli zadowoleni.” 1 stycznia 1833 r. proboszcz H. Edelbütel został odwołany.
SŁOWIŃSKIE CMENTARZE
GARDNA WIELKA
Cmentarz założony prawdopodobnie w latach 20. lub 30. XX w. Było to spowodowane zapewne niemożnością pomieszczenia zmarłych na cmentarzu południowym, a także powiększenia tej nekropoli. Najstarszy do dziś zachowany nagrobek pochodzi z 1934 roku. Cmentarz obecnie czynny. Centralna część cmentarza, na której pochowani byli Niemcy nie została wtórnie wykorzystana na pochówki. Około 2000 r. w centralnym punkcie cmentarza ustawiono obelisk upamiętniający byłych zmarłych z Gardny Wielkiej. W 2013 r. członkowie Słupskiego Stowarzyszenia Eksploracyjno-Historycznego „Gryf” utworzyli lapidarium z pozostałych nagrobków by zapobiec ich zniszczeniu. Na cmentarzu zachowały się: brama cmentarna, 2 krzyże żeliwne, 1 krzyż kamienny, 7 krzyży betonowych, 1 płyta nagrobna, 2 stele i 1 kamienna podstawa krzyża. Do dziś widocznych jest 6 rzędów grobów.
KLUKI
Cmentarz Słowińców, założony w XVIII w., a zamknięty oficjalnie w 1980 r. (choć ostatniego pochówku dokonano tu w 1987 r.). Cmentarz znajduje się przy drodze do Kluk, z lewej strony. Jest ogrodzony płotem. Znajduje się na nim 145 nagrobków (m.in. kamiennych), na wielu z nich stoją żeliwne krzyże. Uwagę przykuwa pomnik poświęcony żołnierzom – mieszkańcom Kluk, którzy polegli w I wojnie światowej. Cmentarz jest zadbany, dozorowany; w 1987 roku został wpisany do rejestru zabytków.
ROWY
Wzgórze cmentarne pełniące do lat 50. XX w. funkcje cmentarza, który jednak został zlikwidowany. Do tej pory istnieją jeszcze nieliczne pozostałości po starym cmentarzu w Rowach. Na cmentarzu oprócz mieszkańców chowani byli także polegli marynarze ze statków rozbitych w okolicach Rowów i Dębiny, wielu narodowości, m.in. Szwedów, Holendrów, Francuzów, a nawet Arabów. Według zapisów w rowieńskiej kronice kościelnej, w latach 1796–1936 w pobliżu Rowów rozbiło się co najmniej 25 żaglowców i statków.
SMOŁDZINO
Na terenie przyległym do kościoła powstałego w XVII w. zachowały się nieliczne ślady pochówkowe. W części pd.-wsch. zachowała się kwatera rodzinna otoczona żeliwnym płotkiem. Zachował się też nagrobek z białego granitu upamiętniający żonę pastora smołdzińskiego w latach 1901–1933 Margaretę Bartelt zmarłej 25.02.1929 r. Po wsch. stronie kościoła znajdował się pomnik upamiętniający poległych mieszkańców Smołdzina podczas I wojny światowej. Główny cmentarz w Smołdzinie posadowiony był u wschodniego podnóża Góry Rowokół. Teren pochówkowy z końca XIX w. jest użytkowany do dzisiaj. Mimo dużej dewastacji starej, centralnej części cmentarza, zachowała się tam oryginalna brama i dość duża liczba elementów nagrobnych. Dawny cmentarz ewangelicki w Smołdzinie to ważny zabytek, wpisany do rejestru w 1988 r., gdy był jednym z najlepiej zachowanych cmentarzy ewangelickich w Polsce. W połowie lat 90. XX w. nastąpiły niestety fale dewastacji nekropolii. Obecnie trwają tam prace porządkowe i rekonstrukcyjne. Gmina zapewnia, że z wsparciem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego zadba o cmentarz. Ze zniszczonych nagrobków utworzone zostanie lapidarium, a groby mają być uporządkowane.
ŻELAZO
Cmentarz wiejski znajduje się na pn.-wsch. skraju wsi w odległości 0,5 km od jej centrum. Dawne, ewangelickie miejsce pochówkowe założono na wzniesieniu terenu. W centrum cmentarza znajdują się ruiny kaplicy wraz z trzema komorami grobowymi rodziny von Bandemer. Mimo dewastacji cmentarza zachowało się sporo fragmentów pomników nagrobnych, w tym kamienne nagrobki upamiętniające Kordulę i Rudolfa von Bandemer.
ZANIKANIE SPOŁECZNOŚCI SŁOWIŃSKIEJ – WYSIEDLANIE, WYJAZDY
W 20-leciu międzywojennym nastąpił wśród ludności słowińskiej szybki zanik poczucia odrębności etnicznej a także języka i materialnych wyrazów tożsamości. Gdy po II wojnie światowej ziemia słowińska wraz z dużą częścią Pomorza została przyłączona do Polski, ludność ta miała w większości poczucie przynależności do narodu niemieckiego, porozumiewała się językiem niemieckim i nie rozumiała o co chodzi społecznikom i naukowcom, którzy pisali o nich jako o „żywych pochodniach ległej do grobu polskości” i o tym ze koniecznie trzeba ich „reslawizować”. Wskutek błędnych działań władz i mimo najlepszych chęci wielu zaangażowanych nie udało się Słowińców ani zatrzymać ani przekonać do własnej historii. Dlatego dzisiaj mówimy o Słowińcach tylko w czasie przeszłym.
W 1946 roku rozpoczęły się masowe wysiedlenia ludności z tzw. Ziem Odzyskanych. Zgodnie z założeniami pozostać mogli tylko ci, którzy zostali zweryfikowani jako Polacy. Słowińcy, traktowani jako zamieszkujący przed wojną ziemie niemieckie i posługujący się językiem niemieckim Niemcy, byli szykanowani i wysiedlani. W represjach i przesiedleniach ochoczo pomagali nowi osadnicy, na czele z lokalnymi przedstawicielami powiatowych struktur PZPR i Milicji Obywatelskiej. Wielu Słowińców zmuszono do emigracji do Niemiec. Znaczna liczba znalazła się w obozie przesiedleńczym w dzielnicy Hamburga, Finkenwerder; osiedlając się później w kilku sąsiadujących ze sobą dzielnicach miasta i pobliskich wsiach. Nie wszyscy jednak zostali wysiedleni; dzięki różnym zabiegom udało się zatrzymać migrację ludności ze wsi Kluki – około 100 osób, jednak w większości wyemigrowali oni do Niemiec w latach 70. XX w.
Polscy osadnicy traktowali Słowińców wyjątkowo wrogo, próbując zająć (lub zajmując) ich domostwa i zagrody. Niszczono rybackie lodzie, wiosła, przecinano sieci. Do tych „sąsiedzkich” szykan dochodziły represje organów bezpieczeństwa, a Kluki zostały „odcięte od świata”, czyli objęte blokadą milicyjnych patroli. Słowińcy, jak Mazurzy i Ślązacy, płacili za niedawną przynależność do Trzeciej Rzeszy Niemieckiej. Władze w Warszawie, wbrew oficjalnej doktrynie o ludności „autochtonicznej”, długo zachowywały obojętność wobec dramatycznego położenia niewielkiej słowiańskiej społeczności niemieckiego Pomorza.
Młodsze pokolenia Słowińców, urodzone po wojnie, były polonizowane w szkołach PRL-u lat 50., ponieważ używanie miejscowego dialektu „plattdeutsch”, uważano za przejaw germanizacji „autochtonów”. Małżeństwa mieszane, słowińsko-polskie, nie należały jednak do częstych, zarówno w Klukach, jak i sąsiednich wsiach; w Smołdzinie tylko dwie kobiety pochodzenia słowińskiego wyszły za mąż za Polaków na początku lat 50-tych. Jednak asymilacja postępowała szybkimi krokami, zwłaszcza tam, gdzie przeważał „element napływowy” (Gardna, Smołdzino, Izbica, Cecenowo). Nieco lepiej było w Klukach, w których (wg danych z 1960 r.) na 133 mieszkańców żyło 87 Słowińców, 8 Kaszubów z terenów Polski przedwojennej i 38 repatriantów ze wschodu.
W rejonie Kluk w 1947 i 1948 r. przeprowadzono dwie akcje wysiedleńcze. Kluki Ciemińskie przestały istnieć, w Żeleskich i Smołdzińskich pozostało 152 osoby. W następnych latach w Klukach trwał swoisty rezerwat. Ci, którzy tu pozostali, próbowali w części żyć tak jak ich przodkowie. W 1956 i 57 r. z Kluk wyjechało kolejne 30 osób, a w 1970 r. – większość. Wtedy to wyburzono większość dawnego budownictwa, po utworzeniu Słowińskiego Parku Narodowego zaniechano gospodarczego wykorzystywania terenów dawnej wsi Kluki i większości jeziora Łebskiego. W 1983 r. Słownik geograficzno-krajoznawczy Polski podawał: „Kluki – wieś zamieszkana przez ok. 30 rodzin Słowińców”. Obecnie nie ma już w Klukach Słowińców; młodsi emigrowali do Niemiec, najstarsi zmarli. Na naszych oczach zniknął naród i nie ma już komu powtarzać starego przysłowia: „Wo kommen die Kaschuben her? Von Stolp, von Stolp, wie Sand am Meer” („Skąd przychodzisz tu Kaszubie? Od Słupska, od Słupska, jak piasek znad morza”). Kluki wieku XXI to wioska licząca nieco ponad 30 domów, pośród których znajdują się te najstarsze, szachulcowe, tworzące zabudowę Muzeum Wsi Słowińskiej, które rozpowszechnia wiedzę o życiu i kulturze Słowińców.
Zanik języka
W 1959 r. zmarł w Klukach ostatni mieszkaniec umiejący jeszcze płynnie mówić w dialekcie słowińskim. Mowa Słowińców stawała się martwym językiem; ale w oparciu o nią i język niemiecki powstał wspaniały dialekt „plattdeutsch”, którego używali jeszcze starsi mieszkańcy Kluk w latach 50-60. XX w. Mówili np. „Dai hat jhor kein rozumk mehr” (ten przecież już nie ma rozumu), „Wat dracht dai ver store kurpe” (co ten nosi za stare buty), „De morze rort” (morze szumi) itp. Jeszcze słychać było tradycyjne pozdrowienie „dobricyn drachu”, liczne przysłowia oraz dawne określenia nazewnicze. Prawie każda rodzina słowińska w Klukach miała swój przydomek, np. Klick Lugowi, Klick Zeloni, Klick Domowi itd. Starego Klicka nazywano w dialekcie „dai stori Klek”, stara Klikowa „dai stora Kleka”, zachowując w ten sposób rodzajnik „plattdeutsch”, ale przymiotnik i imię własne w postaci fleksji słowiańskiej.
Opracowano na podstawie tekstu wystawy „Utracone społeczności ewangelickie – Słowińcy” autorstwa Marii Drapelli, materiałów Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach oraz ze stron www.pl.wikipedia.org, fb/Klucken – Heimat der Lebakaschuben i www.cmentarze.slupsk.pl.
Ilustracje z powyższych źródeł oraz z www.polska-org.pl, Stowarzyszenie Historyczno-Eksploracyjne Gryf
































































