SPACER EDUKACYJNY
„SZLAK KULTUROWY REFORMACJI. TAJEMNICE GDAŃSKICH EPITAFIÓW”

20 maja 2017 r., (sobota)

ZWIEDZANIE Z PRZEWODNIKIEM POŁĄCZONE Z MUZYCZNYMI PRZYSTANKAMI

Organizatorzy: Nadbałtyckie Centrum Kultury, Muzeum Historyczne Miasta Gdańska
Kuratorzy: Klaudiusz Grabowski, Monika Łajming

GDAŃSKIE EPITAFIA

MIEJSCA – LUDZIE – WYDARZENIA

Epitafium, dzięki lekcjom literatury kojarzy się nam z krótkim utworem umieszczanym na grobie zmarłego. Gatunek ten jest jednym z wielu jaki odziedziczyliśmy po starożytnych Grekach. Epitafium ma także, drugie, znaczenie, doskonale znane miłośnikom sztuki. Określenie przylgnęło do ozdobnych tablic upamiętniających zmarłych, umieszczanych w przestrzeni sakralnej. Tablice epitafijne w dobie renesansu i baroku przybrały obfite i bogate formy. Obok inskrypcji, pojawiają się obrazy oraz rzeźby. Zawieszone na filarach i ścianach kościołów, są niezwykle cennym obiektem badań dla specjalistów. To co umieszczano na epitafium zależało od woli i inwencji fundatora i jego rodziny. Sama inskrypcja nie zawsze otrzymywała formę utworu literackiego. Chętnie cytowano Pismo Święte. Informacje o samym zmarłym miały mniej lub bardziej rozbudowany charakter, obok najważniejszych, czyli dat życia, pojawiały się pełne biogramy z przebiegiem kariery, imionami dzieci, ich małżonków itd. Duża różnorodność panowała też w strefie wizualnej. Obok uniwersalnych, czytelnych dla wszystkich symboli śmierci, pojawiają się bardziej aluzyjne przedstawienia ostateczności, a w pobliżu symboli kruchości ludzkiego życia widnieją alegoryczne przedstawienia cnót, szczególnie cenionych przez zmarłego lub fundatora. Kluczowy był jednak centralny obraz lub relief. Główne przedstawienie dewocyjne było z reguły połączone z portretem zmarłego czasami w otoczeniu rodziny. Program epitafium był więc swoistą manifestacją wykształcenia, erudycji ale też i wrażliwości zamawiającego. Na pierwszy plan wysuwała się rodzinna duma, przynależność do pewnej warstwy społecznej, ale też i religijność.

Epitafia wydają się zatem znakomitym punktem wyjścia do rozmowy o osobach żyjących w czasach religijnego niepokoju. Zwłaszcza w Gdańsku, gdzie zachowały się, co nie jest częstym przypadkiem, świątynie wielu konfesji. Proponowany szlak będzie wiódł zatem przez świątynie luterańskie (Bazylika Mariacka, kościół św. Jana), kalwińskie (kościół św. Piotra i Pawła, kościół św. Elżbiety) a także katolickie (kościół św. Brygidy, kościół św. Mikołaja). W świątyniach tych pochowana jest patrycjuszowska elita miasta, ale także przybysze z dalekich stron, którzy właśnie w Gdańsku znaleźli bezpieczne schronienie. W tym gronie znajdują się chociażby Jan Bernard Bonifacio markiz Orii z Włoch, pochowany w kościele św. Trójcy, Beata Sparre ze Szwecji, która spoczęła w kościele św. Brygidy czy Adam Way de Waya z Siedmiogrodu, pochowany w kościele św. Elżbiety. Wszyscy, tak jak wiele innych osób żyjących w epoce nowożytnej, musieli z powodów religijno-politycznych opuścić swoje ojczyzny i osiąść w bardziej przyjaznym miejscu. Następną ciekawą grupą jest polska szlachta i magnateria. Wśród niej wyróżnia się jedyna przedstawicielka królewskiego rodu Piastów pochowana w Gdańsku – Sybilla Małgorzata, księżniczka z linii legnicko-brzeskiej, żona wojewody pomorskiego, zmarła w 1657 roku i została uroczyście pochowana w Bazylice Mariackiej.

Majowa wędrówka szlakiem gdańskich epitafiów, umożliwi odczytanie tych skomplikowanych dzieł sztuki. Należy pamiętać, że już w czasie ich powstawania, ich odbiór i odczytanie symboliki licznych rzeźb i przedstawień, były zarezerwowane tylko dla najlepiej wykształconych, czyli najbogatszych gdańszczan. Z czasem grono osób zdolnych do interpretacji malało, a znajomość łaciny i Pisma Świętego przestała być obowiązkowa. Obecnie do ponownego odczytania epitafiów, musimy prosić specjalistów. Bez wspólnej pracy teologów, historyków sztuki i filologów przekaz jaki chcieli pozostawić nasi poprzednicy pozostanie tajemnicą.

Tekst: Klaudiusz Grabowski, kurator projektu
Ilustracja: Epitafia W. Fabrisiusa i J. Cramera w kościele św. Jana w Gdańsku, fot. I. Berent (NCK)